Zalujcie, jesli was tam nie bylo. Swietny koncert The Sons of Robert Mitchum Anna Romanowska   11.10.2012 , aktualizacja: 11.10.2012 11:54 The Sons of Robert Mitchum w Rockerze (Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta) Irlandzko-niemiecko-polski zespól zagral w srodowy wieczór w szczecinskim Rockerze, rozpoczynajac w ten sposób swoja pierwsza trase koncertowa po Polsce. Przyciemnione swiatlo. Piatka muzyków wchodzi na scene. Z glosników dobiegaja dzwieki "Leaning on the Everlasting Arms". Od razu staje przed oczyma Lillian Gish siedzaca na ganku ze strzelba oraz Roberta Mitchuma kryjacego sie w mroku i spiewajacego grobowym glosem kolejne wersy. To jedna z lepiej znanych scen z filmu "Noc mysliwego". Muzycy powoli wprowadzaja sluchaczy do swojego swiata. Brutalnego, bezlitosnego i pelnego niesprawiedliwosci. Przy mikrofonie Morgan Moore - elegancki garnitur, minimum gestu, minimum ruchu. Wszystkie emocje przekazuje za pomoca glosu. Gdy a cappella wykonuje "Old Man River" Paula Robesona, sala cichnie. Z czasem jego wokal robi sie coraz bardziej zachrypniety, coraz silniejszy i prujacy. Publicznzejmosc - jak zaczarowana. - Mrocznie i mesko - podsumowuje szczecinianka Magda Malecka - Nigdy nie bylam na zadnym z koncertów z cyklu "Meskie Granie", ale tak je sobie wlasnie wyobrazam. - I jak bylo? - pytamy po wystepie Marcina Sobczaka, pochodzacego ze Szczecina perkusiste zespolu. - No wlasnie? Dobrze? - odpowiada pytaniem Marcin. I zwierza sie: - Bylo troche nerwowo. W koncu to wystep w rodzinnym miescie. Przyszlo mnóstwo znajomych, których nie widzialem wiele lat. Tu jest jednak inaczej. Tu czujesz, ze ludzie przychodza dla ciebie, ze ciebie sluchaja. To jest niezwykle uczucie. Synowie Roberta Mitchuma to: Morgan Moore - wokal, Jack Forgie - gitara, Andrew Thompson - bas, Marcin Sobczak - perkusja, Thomas Behringer - trabka. W Polsce odwiedza jeszcze Sopot, Rybie k. Warszawy, Pile, Kozmin Wielkopolski i Opole.
2011 The Sons Of Robert Mitchum  All Rights Reserved