Twardziele z Belfastu Dodano: 2012-10-19 Rozpacz, depresja, wyalienowanie, nieszczęśliwa miłość... Teksty piosenek „The Sons of Robert Mitchum" nigdy nie kończą się happy endem. A muzyka? Chociaż „Synowie" to brytyjski zespół, ich brzmienie najlepiej opisuje słowo „noir" Koncert muzyków z Belfastu odbył się w szczecińskim Rocker Club. Nie było mizdrzenia się do widzów. Zagadywania, prób mówienia po polsku. Kiedy zgasło światło, na scenę wyszło pięciu ubranych na czarno ponurych mężczyzn. Podeszli do swoich instrumentów i zaczęli grać. Od pierwszej do ostatniej piosenki (dzięki bisom były trzy ostatnie utwory) trzymali widzów w ciągłym napięciu. Żaden kawałek nie pozwolił słuchaczom odpocząć, odetchnąć choćby na chwilę. Zarówno muzyka, jak i niesamowity wokal lidera grupy (plus niezwykle ważne teksty piosenek) wdeptywały w ziemię. Muzycy dali z siebie wszystko - po koncercie przyznali, że są wykończeni. Ale ich granie nie było obojętne również dla widzów - zmusiło ich do wytężonej uwagi. - Nigdy nie słyszałem o „Synach Roberta Mitchuma" - przyznał Andrzej, student III roku US. - Przyszedłem do Rockera ze znajomymi. Dla towarzystwa. Przypadkiem. A teraz jestem jak po zderzeniu z pociągiem. Nie byłem na to przygotowany. Grający ze sobą od 2008 r. niemłodzi już mężczyźni mają różne artystyczne życiorysy. Najbardziej znanym z nich muzykiem jest gitarzysta Jack Forgie, który na początku lat 80. zwrócił na siebie uwagę krytyków jako członek zespołu Ruefrex. Nadal jest w niezwykłej formie. Najmłodszym (stażem) członkiem grupy jest urodzony w Niemczech trębacz Thomas Behringer. Dołączył do „Synów" w 2010 r. I, choć trąbka nie jest podstawowym instrumentem zespołu, wiele w jego brzmieniu zmienił. Typowy do tej pory rockowy skład (gitara, bas, perkusja) nabrał bardziej poetyckiego charakteru. Właśnie, poetyckiego. Wydaje się bowiem, że w mrocznej (i głośnej) muzyce „The Sons of Robert Mitchum" najważniejszy jest, nierzadko wykrzyczany, tekst. Słowa poruszają najistotniejsze życiowe sprawy (omijając szerokim łukiem politykę), ale nie ma w nich optymizmu. Świat jest zły. Brutalny. A przyszłość... nie ma przyszłości. Założycielem i liderem grupy jest Morgan Moore, wokalista pochodzący z RPA. Śpiewa mocnym zachrypniętym głosem natychmiast przywołującym skojarzenia z Tomem Waitsem i Nickiem Cave’em -  „Synowie" nie wypierają się wpływu obu artystów na ich twórczość. Moore zaśpiewał nawet kilka ich piosenek. Ale, na szczęście, nie próbował żadnego z nich naśladować. Ważnym, szczególnie dla nas, członkiem grupy jest Marcin Sobczak. Bębniarz urodził się w Szczecinie. Wyjechał do Anglii dziesięć lat temu. Zanim z Moore'em założył „Synów" grał w kilku tamtejszych zespołach. Ale odnalazł się dopiero w tej irlandzko-niemiecko-polskiej formacji, w której, jak twierdzi, czuje się doskonale. Koncert w Rockerze był jego pierwszym występem w Polsce od momentu wyjazdu z kraju. Leszek WÓJCIK
2011 The Sons Of Robert Mitchum  All Rights Reserved